Wyprawy dwie.
Gemainde – to piknik, który po raz kolejny organizuje Walter Czok i robi to znakomicie. Miejsce nad jeziorkiem na spotkania towarzyskie upodobaliśmy sobie przed kilkoma laty i staje się ono naszym stałym punktem wieńczącym pieszą wędrówkę po stronach z lat dziecięcych tego znakomitego Ślązaka. Za sprawą oczywiście Głównego organizatora i Prezesa naszego elitarnego Towarzystwa Jacka Tadeusza. Paul Schichta, od pokoleń mieszkaniec i współwłaściciel połowy podopolskich Szczepanowic historię dzielnicy zachodniej, stolicy regionu ,opowiadał i zapoznawał z jej dziejami z entuzjazmem i emocjami, Zna tam każdy zaułek i kamień i starą zapomnianą zabudowę i jej starodawnych mieszkańców, którzy już dawno odeszli do krainy wiecznej szczęśliwości, bądź wyjechali na Zachód. W jego stronach rodzinnych jest już inny klimat, inni ludzie, ale dzielnica pozostaje nadal mu najbliższa i droga. Z empatią słuchaliśmy jego niezwykłych wspomnień i przeżyć, które stanowią treść jego życia i nadają się na książkę wspomnieniową w stylu Joachima Sosnowskiego z Nowej Wsi Królewskiej. Przyłączenie podopolskiej wsi do miasta i utworzenie w tej dzielnicy kampusu Politechniki Opolskiej zmienia spokojny i zaciszny rolniczy zakątek w dynamicznie rozwijający się ośrodek akademicki i Paul oprowadzając nas po rodzinnych stronach właściwie żegna z żalem odpływającą w historyczną przeszłość swoją małą ojczyznę. Piknik zaś należy zaliczyć do przeżyć rekreacyjnych wesołych i radosnych, na którym zatroskani i zagonieni na co dzień członkowie PSK,znakomicie się bawili, prawiąc sobie komplementy i wymieniając poglądy, przy obficie zastawionych poczęstunkiem kocach. To są szczęśliwe chwile pełne relaksu i zdumienia i kontestacji, że kontakt z naturą i udane spotkania towarzyskie, których kilku frustratów chciało nas pozbawić, mogą dokonać tyle dobrego w samopoczuciu i pozbyciu się stresów i wypowiadaniu życzeń, kierowanym w niebiosa z prośbą: “Trwaj chwilo – jesteś piękna!”.
Wyprawa druga – to zwiedzanie nowej architektonicznej dumy naszych lokalnych włodarzy, gmachu Miejskiej Biblioteki Publicznej na Placu Wolności. Nie umiem się zachwycać nowoczesnymi konstrukcjami architektonicznymi – miłuję starą zabytkową zabudowę. I tego utrwalonego już upodobania nie zmienię nawet pod wpływem niezwykłych technicznych rozwiązań i kosmicznej wyobraźni jej twórców. Niech mi architekci Zatwardnicki, Hamada, Bomersbach i Wielki Esteta dr Wolny darują i nie osądzają, ale nigdy nawet najgenialniejsze i fantazyjne nowoczesne pałace użytkowe i administracyjne i oświatowe nie złagodzą mojego bólu po utracie Pałacu Fridricha Schinkla znajdującego się po przeciwnej stronie placu z I-szej połowie XIX wieku, noeoklasycystycznej perły zabytkowej z epoki romantyzmu, którą z takim barbarzyńskim i sadystycznym rozmachem w latach 50-siątych unicestwił wielki opolski megaloman, były prezydent Opola Karol Musioł. Jackowi zaś dziękuję za te jego niezwykłe zdolności tworzenia przy obfitym poczęstunku atmosfery uczty duchowo-rozrywkowo-towarzyskiej, tym razem w szklanej pułapce z podniebną kopułą kawiarenki nowej biblioteki. Gdybyś jeszcze tak do tych swoich słodkich kawowo-herbacianych posiedzeń dołączył po lampce wina, nasza tobie wdzięczność sięgnęła by Himalajów.
Czołem. De Sagorza pozdrawia wszystkich i tych nowo zrzeszonych, i tych starych na uboczu, zaznaczając, że jego najcenniejszą ocenę zdobywają nie akurat zalety konsumpcyjne i poznawcze wypraw członków Stowarzyszenia, ale wspaniała koleżeńska atmosfera, która towarzyszy nam w tych wyprawach. Opole, 13 V 2011 r.
O P O L S K I E C U D A
Stało się. Pierwsza w tym roku wyprawa Polskiego Stowarzyszenia Krajoznawców uwieńczona została wielkim sukcesem. Zwiedzaliśmy w sobotę, 16 kwietnia 2011 roku gminę Chrząstowice, a w niej miejscowości o wdzięcznych nazwach Dębie i Dębska Kuźnia. Wyprawa trwała prawie cały dzień przy pięknej słonecznej pogodzie. Przyroda dała nam znak – jestem z wami. Możecie liczyć na moje wsparcie. Nowa opolska organizacja krajoznawców pod przewodnictwem Tadeusza Jacka Rogoży rozpoczyna samodzielny byt w nowym składzie kierowniczym i starą sprawdzoną i wierną wiarą miłośników i zapaleńców piękna przyrody śląskiej.
Dębie, pierwsza zaplanowana do zwiedzania miejscowość, utrwaliła nas w starym przekonaniu, że Śląsk jest piękny i zasobny i gościnny i ludzie mieszkający tu emanują dobrocią i życzliwością. Absolwentka UO, pracownik Urzędu Gminy w Chrząstowicach, córka tutejszego sołtysa Anna Kurc,
z wdziękiem telewizyjnej spikerki, oprowadzała nas i prezentowała najcenniejsze zabytki gminne
i historię okolicy. Nie do wiary, ale w takiej wydawałoby się zapomnianej, znajdującej się na poboczu miejscowości, znajdują się takie perełki jak figurka Matki Boskiej z Dzieciątkiem, pochodząca z XIV wieku. Piękną cechą śląską jest zwyczaj upamiętniania poległych w wojnach mieszkańców wiosek i miasteczek obeliskami z wykaligrafowanymi na nich nazwiskami tych, co polegli. Okazały pomnik
w Dębiu zaświadcza o tym, czym jest wojna i ilu wspaniałych chłopaków do tych pięknych okolic już nie powróciło. Podziękowaliśmy pięknej i oddanej swojej rodzinnej miejscowości całkowicie Ani Kurc za poświęcony nam czas i wysiłek w oprowadzaniu, z nadzieją, że te piękna rodzinna ziemia będzie miejscem jej szczęśliwego i spełnionego życia, pełnego szczęścia i radości.
W Dębskiej Kuźni gościliśmy w gospodarstwie Anny i Jerzego Szwugierów. Ja osobiście nie mogę się nadziwić jak gospodarni, gościnni i z wyobraźnią są rdzenni mieszkańcy tych ziem. Gospodarze prócz prezentacji pełnego niespodzianek obejścia zaimponowali nam prywatnym muzeum staroci i piramidą zdrowia, w której osobiście doświadczaliśmy wpływów na stan naszego zdrowia i umysłu. Wspaniała historia! Nerwusom i Skołatanym polecamy sesję zdrowotną u Państwa Szwugierów, która grosze kosztuje, a za pozytywne i lecznicze skutki gwarantujemy. Najwspanialszą jednak niespodzianką dla nas, zmanierowanych mieszczuchów, był ogromnych rozmiarów wspaniały i przesmaczny tort własnego autorstwa Pani Domu. Każdy dostał po ogromnym kawałku, którym możnaby było we własnym domu obdzielić całą rodzinę. Oczywiście przy kawie z mleczkiem lub herbacie. Kolejnym naszym przewodnikiem został sołtys Dębskiej Kuźni Mirosław Żurek. To są jego strony rodzinne i chociaż ma na imię Mirek, to jest autentycznym Ślązakiem i tylko żal, że jego komentarze nie były wypowiadane w śląskiej gwarze. Pełen dumy
z rozwoju i osiągnięć własnej gminy i sołectwa, zaprosił nas za rok na kolejne odwiedziny. I myśmy to zaproszenie przyjęli.
Cała wyprawa kosztowała każdego z nas ledwie kilka złotych. Jacek dołożył do niej, jak to się działo onegdaj i jak się zapowiada na przyszłość. To jest wielkiej klasy organizator, którego działalność można by było porównać do twórczości artystycznej. On moduluje naszą wyobraźnię i organizuje przestrzeń, którą zapełnia wspaniałymi doznaniami estetycznymi. Chciałbym o tym przypomnieć tym wszystkim, którzy wstrzymali się z wpisaniem się do nowego PSK i nie wiedzą, co uczynić. Namawiam Was gorąco, dołączcie do nas! Brakuje Was nam! Stanowiliśmy cudowną zjednoczoną wspólnymi zainteresowaniami grupę miłośników krajoznawstwa. Mamy podobne upodobania i iloraz inteligencji. Dobrze wespół się czujemy. Nie dajcie sobie wmówić, że to kosztuje. Że ktoś na Was zarabia. Korzyści są niewspółmierne do ponoszonych kosztów. Bądźmy znowu razem. Czekają nas w nowym sezonie piękne wzruszenia i niezwykłe doznania. Przekonuję Was, moi mili współbracia
i piękne koleżanki wasz ciągle aktualny kronikarz Jan St.Trzos de Sagorza.
Do zobaczenia na mających rychło nastąpić opolskich wyprawach majowych i wycieczkach na Łużyce i Górny Śląsk z Jackiem Kręczyńskim. Czołem.
Opole 20 IV 2011 r.



Jasiu czytam raz , czytam drugi raz i aż oczom nie wierzę że Ty mogłeś takie sprawozdanie , pełne ciepła i miłości napisać> Być może że to pobyt w tej piramidzie lub niedalekim kręgu /czakramie/ tak wpłynął na Ciebie że widziałeś świat w kolorach jakich jest. Na pewno też duży wpływ miał pobyt w mini muzeum p. Szwugierów i rozległa tematyka oraz wartość jego zbiorów.Szkoda tylko że nic nie napisałeś i nawet nie wspomniałeś o drodze do bajecznie urokliwego zakątka zwanego srebrnymi źródłami, gdzie czuliśmy się jak w zaczarowanym świecie Harry Pottera i który żal nam było opuszczać. Jasiu Dziękuję i pozdrawiam. Walter
Walterze, zdaje sie, że jest to jedyna moja pisanina, która nie budzi twoich zastrzeżeń. Dziękuję Ci za ciepłe słowa i namawiam do pisania swoich wrażeń z naszych wypraw. Mógłbyś je drukować w Kronice PSK np. w gwarze śląskiej. To by Ci było wydarzenie! Pozdrawiam. De Sagorza. 27 IV 2011.
Jak możecie naciągać tak “biednego” Jacka, który ciągle tylko dokłada i dokłada do tego wspaniałego “interesu”, przykro to słuchać, pocieszające jest jedynie to , ze wszyscy się dobrze bawią. Naciąganie i żądanie , aby ktoś ciągle dokładał jest nie na miejscu. Mówią , że z pustego i Salomon nie naleje. Z tym ilorazem inteligencji bywa różnie, w pewnym wieku spada niestety.
Miłośniku ogrodów nikt się dobrze nie bawi.Nikt też nie naciąga i niczego nie żąda od “biednego Jacka”, oprócz oczywiście WARSZAWY, a swoją drogą jestem bardzo ciekaw czemu została zablokowana strona psk.amos waw.pl, czyżby to stowarzyszenie się rozpadło ?. Lubiłem zaglądać na te strony bo było tam też o nas, o naszej działalności . Miłośniku ogrodów jeśli nim jesteś to masz duszę ciepłą i pełną miłości, lubisz ludzi, lubisz śmiać się i bawić tak jak było gdy byliśmy jedną wielką rodziną.Dlaczego publikujesz więc list pełny sarkazmu i złośliwości i czemu ma on służyć. Pozdrawiam Walter .
Warszawska strona PSK już jest aktywna.Nie wiem co było przyczyną zablokowania , ale to nie ważne. Ważne że jest.Pozdrawiam Walter